Komentarze

Warszawa cały czas mnie zaskakuje!

Paweł Jaczewski

Przechodziłem tędy setki razy. Zawsze w biegu. Wczoraj wieczorem zatrzymałem się i miałem ciarki. Dzięki koncertowi Pana Tobiasza. Warszawa. Przejście podziemne na Dworcu Centralnym. Sklep z plakatami i płytami winylowymi. Jestem tam kilkanaście razy w miesiącu. Nigdy nie zauważyłem, że przy samym wejściu stoi… pianino. Kupiłem plakaty z filmu „Rocky”. Właśnie mam wychodzić, a właściciel sklepu mówi do młodego chłopaka, z którym rozmawiał: „Zagraj nam coś!”. Tobiasz Lipiński grał tak przez 20 minut. Młody człowiek, ale miał ogromny luz w graniu. A ja ciarki na plecach. I tak sobie myślę, że najlepsze w życiu jest za darmo. Wystarczy się zatrzymać. Polecam. 

 

Paweł Jaczewski
Menedżer w MT Biznes

więcej

Poszukiwany, poszukiwana osoba z głową!

Bartek Matusiak

Gdyby żył Bareja i przejechał się "tam" autem, bądź przeszedł pieszo w "to" miejsce, bez wątpienia miałby temat na kolejną komedię. Kierowcy błądzą "tam" niczym w labiryncie, piesi idą tuż obok samochodów i bluźnią na głos, a mający ze wszystkiego ubaw robotnicy przejeżdżają z taczkami tuż obok aut, niemalże ocierając się o nie. "To" miejsce to oczywiście... Plac Powstańców Warszawy w Śródmieściu, gdzie - jak z pewnością większość czytelników WARSAW DAILY wie - budowany jest parking podziemny. I nie to, że się czepiam, że nie doceniam inicjatywy, bo przecież będzie w końcu gdzie zaparkować. Piję po prostu do tego, że panuje "tam" jeden wielki chaos. Brakuje "tam" osoby z głową, która by ten chaos opanowała. Która by zobaczyła, że samochody jadące z Górskiego nie skręcają w prawo w Powstańców, żeby dojechać do Boduena, lecz - często gęsto - w lewo w Szpitalną (a po chwili zawracają, bo przecież zakaz) lub - co gorsza - na wprost, pod prąd w Brokla, po czym na wstecznym do Szpitalnej, a nawet Górskiego. A wystarczyłoby tylko dobre oznakowanie pionowe i dobre oznakowanie ścieżek dla pieszych. I chaosu brak. Inwestycja jednak duża, więc rozumiem, że na takie fanaberie nie znalazły się środki w budżecie.

Bartek Matusiak
Wydawca WARSAW DAILY

więcej

Jestem za surową karą za zniszczenie Donalda na Kawęczyńskiej

Paweł Jaczewski

Jan Borysewicz w piosence „Praga, Praga” śpiewał: "Chmury za Wisłą zniżają swój lot,
inny jest kolor podwórek i bruku,
słowa się rzadko nadają do druku,
noc tu ukradkiem przemyka jak kot". To, co powinienem napisać w tym komentarzu, niestety nie nadawałoby się właśnie do druku (czytaj: do publikacji).

Otóż, jeszcze dwa tygodnie temu biegnąc Kawęczyńską na Pradze-Północ, widziałem przepięknie ubrane słupki (pisałem o tym w komentarzu "Zostawcie Starówkę i centrum!"). Zdobiły je ubranka z włóczki – Kaczora Donalda, Małej Mi, SpongeBoba, a nawet Zgredka z Harrego Pottera. Naliczyłem ich ponad 100. I dziś nie bez powodu piszę o tym w czasie przeszłym, bo kilka dni temu pewna kobieta zniszczyła 70 z nich! Tak, zniszczyła! Co było motywem jej działań? Jeszcze nie wiadomo. Być może drażnił ją Kaczor, albo Donald? A może Zgredek miał za bardzo odstające uszy?

Cisną się na usta niestety same przekleństwa. Ugryzę się jednak w język i napiszę, że będę się przyglądał finałowi tej sprawy - do czego zachęcam też redakcję WARSAW DAILY. Bez dwóch zdań kobieta, która dokonała tego wandalizmu, i to w biały dzień, powinna być surowo ukarana. 

Paweł Jaczewski
Menedżer w MT Biznes

więcej

Second life w warszawskim ZOM-ie

Natalia Mieszkowska

Czy wiedzieliście, że Zarząd Oczyszczania Miasta Warszawa (w skrócie ZOM, nie mylić z ZOMO) rozpoczął akcję mycia dróg? W sumie nie byłoby w tym nic dziwnego – w końcu to tzw. jednostka budżetowa m.st. Warszawy, która ma się tym zajmować. Jednak, co ciekawe i na co warto zwrócić uwagę, to fakt, iż jest to przedsięwzięcie o ekologicznym charakterze, co się bardzo chwali. Zatem chwalę. Bo chwalić też trzeba, prawda?

I żeby tak nie zostawić samej pochwały, to kilka słów wyjaśnień. Otóż, od pięciu lat, w sezonie wiosna-lato, ZOM przystępuje do mycia ulic. A - jak wiadomo - do mycia potrzebna jest woda i to całkiem niemała jej ilość, bo dróg sporo i szorowania również. Aby, że tak powiem, był „wilk syty i owca cała”, ZOM umiejętnie wykorzystuje coroczne prace konserwatorskie na basenach miejskich. Podczas takich technicznych zabiegów wody w basenie być nie może, dlatego jest wypompowywana. Jednak by nie była zmarnowana i wylana zwyczajnie do kanalizacji, jest pobierana przez ZOM i wykorzystywana właśnie do mycia ulic. Z pomocą przychodzą tu także zastępy Ochotniczej Straży Pożarnej z Wesołej, które to pobieraniem i wylewaniem wody, w różnych sytuacjach zajmują się zawodowo. To bardzo dobra inicjatywa, by w ekologiczny sposób nie marnować wody – szczególnie, że jest jej mało i można nadać jej drugie życie, lub też jakby to ująć, puścić w drugi obieg.

Od razu uprzedzam pytania... Woda z basenów pobierana jest wtedy, kiedy to środki do dezynfekcji ulatniają się i nie stanowią zagrożenia dla środowiska i uczestników ruchu drogowego czy pojazdów. Przynajmniej tak zapewnia ZOM. Nie ma zatem obaw, by chlor czy inne nieprzyjemne „dodatki” do wody pływały po ulicach i chodnikach, bo i takie oburzone i przerażone głosy pojawiły się w tzw. „internetach”.

Dodam, że w tym roku na pierwszy ogień poszła woda z Ośrodka Sportu i Rekreacji na Bielanach, następne w kolejce są m.in. baseny z Pragi-Południe, Woli, Ochoty i Śródmieścia. Co ciekawe w ten sposób udało się już zrecyklingować 9 mln litrów wody, która mogłaby po prostu się zmarnować, a w obliczu upałów i suszy, chyba warto zwrócić na takie ekologiczne rozwiązania uwagę. Mycie idzie pełną parą – pierwsze zostały wyczyszczone ulice w dzielnicach Bielany, Wola, Białołęka oraz w obu Pragach.

A na koniec i w ramach kolejnej ciekawostki info: na stronie zom.waw.pl można znaleźć kalendarz sprzątania dróg, które pod ZOM podlegają. To narzędzie pozwala sprawdzić kiedy i na jakiej ulicy odbywa się zamiatanie albo mycie.

więcej

Zostawcie Starówkę i centrum!

Paweł Jaczewski

Kiedy zwiedzamy, czy to polskie, czy zagraniczne miasta, zazwyczaj skupiamy się na centrum. Nie inaczej jest w Warszawie. A prawda jest taka, że to właśnie poza centrum i poza Starówką jest (moim zdaniem) najciekawiej! Czy to w Warszawie, Łodzi, Barcelonie czy w Paryżu. Przykłady z Warszawy? Proszę bardzo! Ulica Kawęczyńska. Jeśli ktoś z Was nie zwiedzał Kawęczyńskiej na Pradze-Północ - dużo stracił. Tam kreatywność nie zna granic. Jednym z przykładów tej kreatywności są "ubrania” na słupki przy ulicy - jest ich kilkaset (dowód poniżej). Rekomenduję to zobaczyć w środku dnia, bo niektórzy mówią, że jest tam niebezpiecznie, ale... ja jestem tam regularnie i zawsze jest spokój. Kolejny przykład, a przy okazji ciekawostka: najpiękniejszym Parkiem (moim i nie moim zdaniem) są nie Łazienki Królewskie, lecz Park Skaryszewski. W 2009 roku uzyskał tytuł Najpiękniejszego Parku w Polsce oraz trzecią lokatę w konkursie Najpiękniejszy Park w Europie! Polecam zatem zostawić Starówkę i centrum i ruszyć w te mniej oczywiste zakątki Warszawy. I innych miast również.

Paweł Jaczewski
Menedżer w MT Biznes

 

 

 

więcej

Więcej Michelina w Polsce i… w Warszawie!

Michał Bonarowski

Czy jest coś bardziej ekscytującego dla miłośników kulinariów niż ogłoszenie najnowszego Przewodnika Michelin? Po miesiącach spekulacji i oczekiwań wreszcie jest edycja 2024. W tym roku mamy nie tylko nowe gwiazdki, rekomendacje i wyróżnienia, ale także włączenie nowego regionu. Pomorskie, z Gdańskiem, Gdynią i Sopotem, wprowadziło aż 19 nowych lokali do przewodnika. Pozostałym udało się utrzymać stan posiadania.

W Przewodniku Michelin Polska 2024 pojawiły się trzy nowe restauracje nagrodzone jedną gwiazdką Michelin. ARCO by Paco Pérez z szefem Antonio Arcierim otrzymała gwiazdkę za wyjątkowe połączenie polskich składników z hiszpańskimi smakami oraz kreatywne podejście do kuchni. Rozbrat 20, pod kierownictwem szefa kuchni Bartosza Szymczaka, zyskała gwiazdkę Michelin za wyważone połączenia smaków i użycie najwyższej jakości składników oraz za stałą ewolucję. Giewont, prowadzony przez szefa kuchni Przemka Sieradzkiego, otrzymała gwiazdkę Michelin za unikalne połączenie polskich i francuskich technik kulinarnych. Restauracja wyróżnia się zrównoważonym podejściem do kuchni, tworząc dania o odważnych smakach, wykorzystując lokalne i sezonowe składniki, a także odważne kompozycje smakowe, które zaskakują i zachwycają inspektorów Michelin swoją głębią i wyrafinowaniem.

Dotychczasowi posiadacze gwiazdek utrzymały stan posiadania. Bottiglieria 1881 w Krakowie utrzymała swoje dwie gwiazdki, pozostając jedyną restauracją w Polsce na tym poziomie wyróżnienia. Restauracja słynie z kreatywnej kuchni, łączącej tradycyjne smaki z nowoczesnymi technikami. Muga w Poznaniu oraz NUTA w Warszawie zachowały swoje pojedyncze gwiazdki za fine dining i innowacyjne podejście do kulinariów.

W 2024 roku w Polsce pojawiła się pierwsza restauracja z Zieloną Gwiazdką Michelin. Eliksir w Gdańsku otrzymał to wyróżnienie za ekologiczne zaangażowanie i zrównoważone praktyki. Restauracja wdraża metody minimalizowania odpadów, takie jak odzyskiwanie oleju kuchennego i wykorzystanie lokalnych produktów, a także odnawialne źródła energii.

Przewodnik Michelin Polska 2024 wyróżnił również dziewięć nowych restauracji odznaczeniem Bib Gourmand za doskonały stosunek jakości do ceny. Wśród nich znalazły się Luneta & Lorneta Bistro Club w Ciekocinku, Hewelke i Treinta y Tres w Gdańsku, 1911 Restaurant i Vinissimo w Sopocie, SPOT. w Poznaniu oraz Folga, Kontakt i Ceviche Bar w Warszawie. Te restauracje według inspektorów Michelin oferują wysokiej jakości jedzenie w przystępnych cenach.

Przewodnik Michelin Polska 2024 obejmuje łącznie 77 polskich restauracji. Dużo czy mało? Wielu polskich szefów i restauratorów uważa po cichu, że Polska mogłaby mieć więcej gwiazdek, bo jakość menu i obsługi w wielu miejscach często dorównuje zachodnim standardom. Bardzo trudno to obiektywnie ocenić, choć pewnie dużą rolę w takiej opinii gra nasza ambitna chęć wyróżnienia się i porównywanie z miejscami, regionami i krajami, które od lat mają wiele gwiazdek od wielu lat. O rozwoju polskiej gastronomii świadczy wzrost liczby restauracji wymienianych w przewodniku. Nadal jednak, jak na tak duży kraj, tych blisko 80 miejsc to obiektywnie mało. Pewnie uznamy, że Polska jest na poziomie porównywalnym ze “starymi” krajami w przewodniku, gdy pojawią się trzygwiazdkowe miejsca nie jako niesamowite wyjątkowe osiągnięcia, ale jako norma wynikająca choćby ze statystyki.

Michał Bonarowski

więcej

Przesrane z tymi kupami

Kinga Walczyk

W nawiązaniu do komentarza "Na Żoliborzu tego nie robią...", trudno nie zgodzić się z jego autorem, Bartkiem. Nie będę rozbijać tematu na konkretne dzielnice, ale fakt: przesrane z tymi kupami. Najgorsze jest to, że z problemem trawników, czy po prostu szeroko pojętych terenów zielonych pokrytych kupami, mierzą się nie tylko właściciele psów, ale też ci, którzy psów nie mają. Przecież z trawnika, parku czy łąki, korzystają wszyscy. Trochę to nie fair, że obrywają postronni ludzie. Przez to, że zdarzyło mi się wdepnąć w taką kupę, towarzyszą mi lęki postawienia stopy na trawie, której wcześniej nie zweryfikowałam, bo mam świadomość, że prawdopodobieństwo kupy jest spore. A przecież w mieście raczej większość tych kup podchodzi od psów, które mają właścicieli i wydawałoby się, że powinni oni posprzątać po swoim pupilu. Może problem w tym, że komuś zapomina się zabrać na spacer woreczka? Podpowiem: są smycze, do których są przymocowane pojemniki na woreczki. Taki pojemnik można przymocować też do kluczy, które raczej z reguły zabieramy na spacer z psem. Co do argumentu o użyźnianiu gleby to niby prawda, ale zimą po prostu potykamy się o zamrożone kupy a latem w pierwszym rzucie dookoła kupy zbiera się chmara much, a następnie potykamy się – tym razem – o zasuszone odchody. Zanim ziemia przyjmie ten nawóz, człowiek musi stoczyć z nim niejeden pojedynek. To i tak pikuś, bo gorzej gdy tę kupę zje inny zwierzak. A jak wiemy, psiaki, szczególnie szczeniaki, mają taką tendencję – lubią polizać lub zjeść odchody „kolegi”. I tutaj nawiążę do braku wyobraźni niesprzątających właścicieli w kontekście przenoszenia chorób – rozprzestrzenianie się pasożytów, które mogą być niebezpieczne nie tylko dla innych psów i kotów, ale także dla dzikich zwierząt i ludzi. Wśród potencjalnych chorób warto wymienić: toksoplazmozę, giardiozę, salmonellę. Miejmy to na uwadze i pamiętajmy, że sprzątając po naszych psach, dbamy nie tylko o estetykę przestrzeni, ale też o zdrowie innych zwierząt i ludzi. 

więcej

Na Żoliborzu tego nie robią...

Bartek Matusiak

Od roku jestem w gronie psiarzy. Czytaj: mam psa. Dosyć dużego, choć chudego, ale robi spore kupki. A że jestem z tych psiarzy, co to sprzątają po swoich pieskach, to mam zawsze ze sobą worki. Tym samym zawsze, ale to zawsze w przestrzeni miejskiej sprzątam po swoim psie. Nawet jak prezydent Trzaskowski nie przycina trawników, to również zbieram kupki z tej nieprzystrzyżonej trawy, w której w sumie kupki nie widać.

Niestety są wciąż w Warszawie właściele piesków, którzy uważają, iż sprzątanie po psach to głupota. Cytuję: "są przecież od tego służby miejskie i po co im odbierać pracę", "kupka użyźnia glebę", "kupka jest obrzydliwa i jeśli ktoś się brzydzi, to nie powinien jej sprzątać". Dzieląc się kilka dni temu tymi przemyśleniami ze znajomym, usłyszałem, że chyba jednak dramatyzuję, bo mieszkańcy Warszawy generalnie sprzątają po swoich pieskach, a Żoliborz to już w ogóle sprząta, jak nikt inny i powinien dostać medal! Że to taka żoliborska kultura sprzątania. Nie wnikam, czy tylko po pieskach na Żoliborzu tak się sprzata, czy również i po kotach, no bo leżącego się nie bije, ale... tak szczere, to brawa dla Żoliborza. Bez ironii. 

Braw nie będzie dla Wawra. Wybrałem się bowiem ostatnio na Wawer z moim pieskiem, tym chudym. Towarzyszył mi w studiu zdjęciowym, ale - jak to pies - musiał w końcu ze studia wyjść i się załatwić. Miał z tym niemały problem, bo okoliczny trawnik, a raczej wszystkie okoliczne trawniki to istne "pole minowe". Gdzie się nie obejrzysz, tam kupa. Mowa o okolicy ulic Króla Maciusia i Begonii. I uprzedzam pytanie - tak, jest tam sporo koszy. Brakuje za to ewidetnie tej żoliborskiej kultury. Ale wierzę, że to się niebawem zmieni. 

Bartek Matusiak
Wydawca WARSAW DAILY

 

więcej

Warszawo, gdzie w nas empatia?

Paweł Jaczewski

"Chciałem ratować towar, mieszkam 2 kilometry od Marywilskiej 44, ale mnie nie dopuścili. Poczułem, jak człowiek jest mały wobec tej sytuacji" - powiedział mi przez telefon Pan Andrzej z pawilonu P069 na Marywilskiej. W sobotę robiłem ostatnie zakupy na Marywilskiej 44. Stoisko P069 to było moje ulubione miejsce, gdzie kupowałem płaszcze i marynarki garniturowe. Pan Andrzej i Jego Żona Ewa zawsze dobrze mi doradzali. Zawsze wychodziłem od nich z uśmiechem. A potem ta tragiczna informacja w niedziele rano o pożarze. A co widzę w Internecie? Mem z rozglądającym się dziwnie Joe Pesci z podpisem: "Chińczyk, który przyszedł do pracy na Marywilską w poniedziałek rano". Mem z uśmiechniętym Prezydentem Warszawy i opisem: "Kocham zapach terenów pod inwestycje mieszkaniowe o poranku". TikTok z potencjalnym deweloperem i kanistrem benzyny. I tysiące reakcji, lajków i komentarzy pod tymi memami. Gdzie w nas empatia? 

Znalazłem w Internecie telefon do Pana Andrzeja z P069 i rozmawialiśmy. Powiedział mi: "Jestem potwornie przybity tą sytuacją, ale nie zrezygnowany". Firma JOYVI Garnitury pomoże mu i na pewno będzie otwierał lokal w Warszawie. W czasie, gdy nie ma lokalu, będzie można kupić garnitury u Niego w domu (sprowadzi od Firmy JOYVI). Powiedział, że nie życzy tym, którzy robią takie "podśmiechujki", aby ich kiedykolwiek spotkała taka tragedia. Gdy rozmawialiśmy, wzruszył się do łez. To są osoby, które potrzebują teraz wsparcia, nie szydzenia!

Jeśli mieliście swoje ulubione miejsce na Marywilskiej - znajdźcie je, zadzwońcie do właściciela i zapytajcie jak możecie pomóc. A jeśli nie macie ulubionego miejsca i planujecie zakupy garnituru, odezwijcie się do Pana Andrzeja. Pan Andrzej poszukuje też lokalu do wynajęcia do sprzedaży garniturów w Warszawie. Tu jest wizytówka P069 na stronie Marywilskiej 44: https://www.marywilska44.com/sklepy/joyvi-garnitury

więcej
Reklama