Kinksterzy nadal w naszym kraju są niszą, jednak na mapie Warszawy przybywa miejsc, w których można konsensualnie praktykować przeróżne fetysze. W stolicy odbywa się największe polskie fetish party, dające pole do odważnych praktyk. Poza tym po 20 latach do stolicy powróciły targi szeroko pojętej branży erotycznej. O tym, gdzie i jak bawią się warszawscy amatorzy “klimatu”, WARSAW DAILY opowiada Lady G, założycielka klubu „111”, tantryczna domina, dyrektor kreatywna, tancerka, aktorka, matka. 

WARSAW DAILY: Jesteś zawodową tancerką, tańczysz od wielu lat sambę brazylijską. Jak zaczęła się Twoja przygoda z tańcem?

Lady G: Swoją przygodę z tańcem zapoczątkowałam w rodzimej Bydgoszczy. Gdy miałam 6 lat mama zapisała mnie na lekcje tańca do Miejskiego Domu Kultury. Uczyłam się tam, klasyki, jazzu ale też disco i hip hopu. W Bydgoszczy byłam też cheerleaderką. Gdy miałam 19 lat przyjechałam do Warszawy i zaczęłam brać udział w castingach tanecznych, powoli wsiąkałam w świat artystyczny i sukcesywnie byłam zatrudniana do ciekawych projektów. Stolica w tym zakresie oferowała znacznie więcej niż Bydgoszcz. 20 lat temu, czyli przed programami typu „You Can Dance” czy “Taniec z gwiazdami’, kariera tancerza nie była tak popularna i doceniana. Dzięki tym formatom telewizyjnym tancerze zaczęli być bardziej zauważalni, doceniani i lepiej wynagradzani za swoją pracę. 

W Warszawie mieszkasz od 20 lat i przez ten czas zdobywałaś szerokie doświadczenie zawodowe, nie tylko taneczne…

Poza tańcem, rozwijałam się również w innych branżach. Zawsze starałam się mieć drugą nogę biznesową, byłam np. asystentką prezesa w firmie informatycznej, project managerką w kilku firmach (medycznej, UXdesign, marketplace dla cateringu biznesowego), realizowałam też własne projekty – najpierw w branży ślubnej a potem parentingowej. Biznes łączyłam z działalnością artystyczną. Ukończyłam Warszawską Szkołę Filmową na kierunku Aktor Scen Muzycznych oraz Kulturoznawstwo. W pewnym momencie trafiłam do świata duchowego, tantrycznego [red.: seksualność skupiona na zmysłach, bliskości, duchowości], kinkowego [red.: nienormatywne zachowania seksualne] i BDSM-owego [grupa praktyk seksualnych, których uczestnik podporządkowuje się partnerowi; BDSM jest częścią kinku] i tam poczułam się jak w ryba w wodzie.

Kiedy stwierdziłaś, że ten nienormatywny świat pociąga Cię na tyle, że chciałabyś go zgłębić?

Zadziało się to tak zwanym mimochodem, gdy wychodząc z jednej relacji romantycznej weszłam w inną, w której pojawiło się wiele eksperymentów w sferze emocjonalnej i seksualnej. Wtedy zaczęłam interesować się tantrą, duchowością i okazało się, że tematyka ta jest mi bardzo bliska, właściwie naturalna, intuicyjna. Jednocześnie zaczęłam poznawać świat kinku i BDSM-u. Zrozumiałam, że jest to coś, czego zawsze mi brakowało, że od zawsze miałam w sobie tę energetykę, tylko trzeba było ją nazwać, określić i unaocznić.

W jaki sposób to się objawiało?

Pamiętam, że już w wieku 7 lat miałam dookoła siebie wielu chłopców, którzy w pewien sposób mi usługiwali: jeden przynosił mi pączki, drugi trzymał mój plecak, trzeci dawał mi przepisywać lekcje, a czwarty wiązał moje buty. Co ważne, oni mieli z tego przyjemność – cieszyli się, mogąc mi pomóc a ja lubiłam zarządzać ich zasobami, korzystając z unikalnych predyspozycji i talentów. Ucieleśniało się to podczas dziecięcych zabaw, których byłam inicjatorką. Dzisiaj, jako świadoma kobieta, również organizuję zabawy, ale już takie dla dorosłych. Rozmawiając z „uległymi” [red.: mężczyźni, którzy w praktykach BDSM są podlegli dominującym kobietom], widzę że duża część upodobań seksualnych ma podłoże w dzieciństwie. To właśnie wtedy zakorzenia się seksualność, ustalają się role kobiety i mężczyzny i ich wzajemne dynamiki. Obserwując otoczenie, rodzinę i szkolne relacje, w młodych umysłach i ciałach, kształtują się schematy zachowań okołoseksualnych, mające bezpośredni wpływ na upodobania w dorosłym życiu.

Tak jak wspomniałaś, w pewnym momencie wkręcił Cię świat kinku i BDSM-u, jednak początkowo była to eksploracja na własny użytek. Z czasem jednak podjęłaś temat bardziej profesjonalnie. 

Wszystko nabrało tempa, gdy zaczęłam chodzić na warszawskie imprezy fetyszowe. Pierwsza była dla mnie przełomowa, zrozumiałam, że w końcu mogę być sobą, tańczyć tak jak lubię, być bezpośrednia, założyć skąpy strój i czuć się komfortowo i bezpiecznie. Na tego typu imprezach obowiązują jasno ustalone zasady. Uczestnicy ich przestrzegają bo wiedzą, że w innym wypadku zostaną wyrzuceni z klubu i więcej na tę i inne imprezy już nie wejdą. Gdyby takie zasady obowiązywały w „waniliowych” klubach [red.: zwykłych – w odniesieniu do konwencjonalnych preferencji seksualnych], wszyscy czuliby się swobodniej. Relacje nawiązywane w ten sposób mają zdecydowanie większą wartość. W pewnym momencie zrozumiałam, że ten świat jest mi tak bliski, że decyzja o zostaniu profesjonalną dominą była jedynie kwestią czasu.

Wyjaśnij proszę naszym czytelnikom, kim jest domina?

Przede wszystkim jest to kobieta totalnie pewna swojej seksualności, wie czego chce i potrafi to zdobyć. Domina zajmuje się femdomem (skrót od female domination) czyli przejmuje kontrolę nad osobą uległą i prowadzi interakcje w obrębie BDSM. Mogą to być praktyki seksualne, psychologiczne lub fizyczne, zakładające przejęcie kontroli. Kobieta jest tu na piedestale, jej zachcianki są spełniane i jej osoba jest wielbiona. Wszelkie praktyki są oczywiście dobierane w konsensualny sposób i zależą od preferencji obu stron.

Czyli domina to taka królowa?

Można ją nazywać królową, cesarzową, panią, szefową. Nomenklatura jest dowolna i indywidualnie dobierana – zależy to od samej dominy i relacji jaką tworzy z osobą uległą. Wyróżniamy cztery główne filary femdomu: sadist, mommy, bossy, lover. Domina może posługiwać się jednym filarem lub zmieniać dynamikę względem swojego nastroju i preferencji zaangażowanych osób. Z jednym uległym może wejść w dynamikę matkowania podczas gdy dla innego będzie sadystyczna lub uwodzicielska.

Jak wygląda oferta warszawskich klubów fetyszowych? 

Warszawa staje się coraz ciekawszym miejscem do eksploracji własnych upodobań. Są kluby swingerskie, organizujące tematyczne imprezy, apartamenty na wynajem, niezależne imprezy, odbywające się w przestrzeniach warszawskich klubów a także studia shibari [red.: sztuka unieruchamiania ciała z pomocą liny], czy warsztaty skupiające się na edukacji w zakresie kinku. Mamy Instytut Pozytywnej Seksualności, gdzie edukatorki seksualne, seksuologowie i seks coache prowadzą wartościowe szkolenia, Fetish Chateau, czyli największe w Polsce studio BDSM, założone przez dominę Evil Woman, gdzie odbywają się cykliczne imprezy fetyszowe i najliczniejsze na skalę Polski fetish party [red.: imprezy taneczne z muzyką elektroniczną], Lust Supper z dostępnym play roomem, dark roomem i pokazami performatywnymi.

Te imprezy są dość hermetyczne, tzn. żeby wziąć w nich udział, trzeba mieć kartę klubową? 

Każda z imprez ustala własny regulamin. Nie wszędzie konieczna jest karta klubowa, natomiast by dostać się na Lust Supper trzeba ją mieć a aplikacja odbywa się przez formularz zawarty na stronie.

Rozumiem, że w Warszawie są jeszcze inne miejsca, w których spotykają się osoby zainteresowane kinkiem i BDSM-em?

Tak, są jeszcze miejsca takie jak VooDoo Club, najstarszy klub, zrzeszający kinksterów z kultową już ‘Sodomą’. Panuje tam nieco inny klimat, bardziej towarzyski, luźny, a techno miesza się z muzyką rockową. Jest coroczna impreza Femdom Party organizowana przez polskie dominy, Fetish Theater, czyli scena dla performerów burleski, fetyszu, queeru. Powstają też nowe miejsca i inicjatywy wraz z napływem społeczności ukraińskich i białoruskich.

Czy w miejscach tego typu obowiązuje specjalny dress code?

Tak i ta zasada jest bardzo przestrzegana przez uczestników; jeansy, tshirty czy same garnitury bez dodatków fetish są absolutnie zabronione. Zasada jest taka, że trzeba być ubranym tak jak do normalnego klubu by się nie poszło. Nagość i skąpe stroje to norma, tu chodzi o pokazanie swojej prawdziwej natury, o zrzucenie konwenansów, odwagę, wolność ekspresji.

Jak rozumiem, tworzycie coś na wzór BDSM-owej społeczności?

Tak i nie bez powodu jest to hermetyczna społeczność. Dzieje się tak ze względu na opinię społeczną i reakcje ludzi na praktyki BDSM. Dbamy o anonimowość a to co dzieje się na imprezach, tam zostaje. Społeczność się wspiera i często tworzy relacje również poza samym klimatem.

A propos społeczności, stworzyłaś swoją społeczność, jednoczącą osoby zainteresowane tematyką wolności i ekspresji seksualnej. Opowiedz proszę o tym projekcie. 

„111club.space” to zamknięta społeczność łącząca ludzi, którzy uczestniczą w organizowanych przeze mnie wydarzeniach. Jest to marka parasolowa, która skupia wszystkie moje dotychczasowe aktywności, czyli prowadzenie warsztatów dla kobiet “Granice Intymne”, organizowanie mniejszych i większych eventów oraz wyjazdów o tematyce pozytywnej seksualności, pokazów, performansów, sztuki i imprez. Hasłem przewodnim społeczności „111” jest „Dziękuję, że jesteś”, czyli wdzięczność za obecność i zrozumienie drugiego człowieka. Żeby dołączyć do klubu trzeba być zarekomendowanym przez dwie osoby, które już do niego należą i zaakceptowanym przez założycielkę.

Co konkretnie będzie organizowane w ramach tego klubu? 

Pierwszym krokiem jaki zawsze polecam są warsztaty “Granice Intymne”, na których rozpoznajemy i określamy własne granice i definicję intymności, by móc w kolejnych doświadczeniach bezpiecznie eksplorować swoją seksualność. Flagowym wydarzeniem „111” jest „Tantranatrix”– trzydniowy event, łączący tantrę z kinkiem. Odbywa się raz do roku i mamy za sobą już dwie edycje. Podczas eventu realizujemy warsztaty edukacyjne, ćwiczenia tantryczne i dwie imprezy (pierwsza w duchu extatic cacao a druga kinkowa). Wszystko odbywa się pod opieką domin i joginek. Jako Lady G daję pokazy fetyszowe i wprowadzam uczestników w zakamarki zamku przeznaczone do odważnych praktyk. Event odbywa się w XVII-wiecznym zamku, co nadaje niebywały wymiar tego wydarzenia. Organizujemy także wyjazdy zagraniczne („Berlin Calling”) – w tym roku dwa razy odwiedziliśmy stolicę Niemiec. Podczas weekendu wybieramy jedno ciekawe wydarzenie w ciągu dnia („Rave The Planet” [red. Parada Miłości],/ największe targi erotyki – Venus) a wieczorem atakujemy KitKat Club [red. berliński klub fetyszowy]. Niedziela to czas na relaks i ukojenie systemu nerwowego w oszałamiającym Vabali Spa. Od dwóch lat organizuję też mniejsze wydarzenia, takie jak ‘before’y’ przed imprezami Lust Supper czy Fetisch Chateau, kiedy to spotykamy się w około 30-osobowej grupie i wchodzimy wspólnie w energetykę imprezy, poznajemy się i wspieramy a także „femdomówki”, czyli kameralne spotkania tylko dla kobiet. „Klub 111” to znacznie więcej niż same imprezy, to również sztuka, performance, społeczność i doświadczenia. Jesteśmy tu dla ludzi, którzy wspólnie tworzą „111”.

Nawiązując do Berlina, to jeszcze kilka lat temu, osoby zainteresowane dobrymi klubami fetyszowymi, jeździły właśnie tam, bo Polska nie oferowała miejsc na takim poziomie. Rozumiem, że wiele zmieniło się na przestrzeni lat?

Organizatorzy polskich imprez czerpią inspiracje z Berlina, Londynu, Pragi czy Amsterdamu. Nie mamy czego się wstydzić, dzisiaj poziom naszych rozrywek jest zbliżony do tych za granicą. Mocno wierzę w to, że społeczność będzie rosła razem z poziomem akceptacji na różne formy seksualności.

Skąd odwaga w mówieniu wprost o tym czym się zajmujesz? 

Przeszłam długą drogę do miejsca, w którym jestem teraz. Samorozwój, terapie, duchowość, różne biznesy, macierzyństwo, to wszystko ukształtowało osobę, która nie boi się mówić kim jest i co robi. Nie chcę żyć w ukryciu i strachu. To czym się zajmuję jest dobre i piękne, daje mnóstwo radości osobom zaangażowanym i mi samej. Wiem, że jestem jedną z niewielu osób w „świecie klimatycznym” [red.: społeczność mająca „swój klimat”, czyli praktykująca perwersyjne zachowania seksualne], która jest w stanie wypowiadać się publicznie, ma zasoby, siły, chęci, nie boi się hejtu. Nie każdy chce mówić o swojej pracy lub samym przynależeniu do społeczności z obawy o niezrozumienie, wykluczenie, konieczność tłumaczenia się. Wcale mnie to nie dziwi, zdaję sobie sprawę, jakie reakcje to wywołuje i otaczam zrozumieniem osoby chcące pozostać anonimowe. Myślę, że edukacja w tym zakresie to absolutna podstawa, którą warto rozwijać.

Czy w ostatnim czasie obserwujesz większe zainteresowanie tematyką BDSM?

Zauważam zwiększone zainteresowanie zarówno mediów jak i waniliowych obywateli. Po 20 latach do Warszawy wróciły targi erotyki, okraszone sporą dawką wiedzy eksperckiej, łącznie z warsztatami, prelekcjami i wywiadami. Miałam przyjemność być jedną z prelegentek na tegorocznej edycji. Powstaje też coraz więcej miejsc, do których można przyjść i eksplorować swoją seksualność. To po prostu staje się modne, Polacy coraz częściej chcą pokazywać się w tych miejscach, nie wstydzą się, robią sobie zdjęcia w lokalach kojarzonych z kinkiem a następnie publikują je w sieci.

Czy ta otwartość wynika z większej odwagi i ciekawości młodszych pokoleń?

Osoby młodsze wchodzą w ten świat z dużą lekkością. Odsłanianie ciała, odważne ubrania nie robią na nich wrażenia, pragną wyrażać się po swojemu, bez ograniczeń. Natomiast to co mnie osobiście cieszy najbardziej to obecność osób dojrzałych, które często wchodzą w społeczność będąc w ugruntowanej relacji i otwierając ją na nowości. Są to często osoby, które dotychczas były heteroseksualne i żyły w monogamicznych relacjach a teraz postanowiły otworzyć się na kontakty homoseksualne/ biseksualne oraz na poligamię czy poliamorię. Zresztą my nie odkrywamy żadnej Ameryki, chęć eksplorowania seksualności, znana jest od stuleci, dobrze, że Polska zaczyna o tym mówić i edukować się na szerszą skalę.

No właśnie, ale to cały czas pewnie nie jest łatwe… 

W pewnym momencie stwierdziłam, że chcę pokazywać innym ten świat, mówić głośno o naszej społeczności. Jestem przed 40-tką, mam dziecko i burzę wizerunek pracy dominy, która z reguły kojarzy się z młodą, dziewczyną, która po prostu chce dorobić. Kobiety zajmujące się dominacją komercyjną bez względu na wiek to bardzo mądre i wyedukowane osoby. Ta droga nie musi być przymusem, może i najczęściej jest świadomym wyborem. Marzę o tym by świat waniliowy miał więcej akceptacji dla społeczności kinkowych. Ukończyłam dwa kierunki studiów, mam bogate doświadczenie zawodowe i życiowe i z tym wszystkim weszłam w świat kinku, BDSM-u, tantry. Łączę te koncepty i mówię głośno, że to coś pięknego. Chcę przekazywać innym, że odkrywanie własnej seksualności, bycie z nią w prawdzie, eksplorowanie jej jest ok i to zarówno jeżeli mówimy o samym chodzeniu na imprezy, doświadczaniu w kameralnym gronie jak i o działalności komercyjnej.

Rozmawiała: Kinga Walczyk