Opinie

Studiujące AS-y na wakacyjnym rollercoasterze w stolicy

Agnieszka Szymańska

Każdy student zna ten moment, kiedy koniec roku akademickiego zbliża się nieubłaganie, a z szuflad zaczynają wypadać wszystkie zaległości, które udało się odłożyć na później. Dla większości jest to czas wzmożonej pracy i stresu, ale dla studentów w spektrum autyzmu; z ADHD i z innymi formami neuroróżnorodności jest to okres, który można określić jednym słowem: rollercoaster.

AS-y wchodzą w dorosłość nieco inaczej niż ich neurotypowi koledzy. Stres i presja, z jakimi muszą się mierzyć, są bardzo duże. W wieku, w którym „mama nie trzyma już za rękę”, muszą stawić czoła ogromnym wyzwaniom – od trudności komunikacyjnych i organizacyjnych, przez okresowe wypalenie i w efekcie po brak zrozumienia przez otoczenie. Codzienne życie akademickie AS-ów to zatem bardzo często niekończące się pasmo trudności, a końcówka roku akademickiego jest tylko początkiem intensywnego okresu poprawkowego, który często trwa przez całe wakacje. Letnie poprawki oznaczają, że wielu z nich nie ma możliwości na prawdziwy odpoczynek, którym w tym samym czasie cieszą się rówieśnicy. Podczas gdy koledzy korzystają ze słońca i zwiedzają świat, AS-y próbują zamknąć semestr, który wydaje się nie mieć końca... To sprawia, że często czują się wypaleni i zniechęceni, co tylko pogłębia ich trudności w utrzymywaniu (i nawiązywaniu) relacji.

Pełna ambitnych młodych ludzi i prestiżowych uczelni stolica niestety nie zawsze jest miejscem przyjaznym dla neuroatypowych studentów. Nieustanna presja i duża konkurencja, dodatkowo komplikuje ich życie. W mieście, gdzie ambicje i oczekiwania są wysokie, presja, aby dorównać swoim neurotypowym rówieśnikom jest jeszcze bardziej przytłaczająca. Każdy dzień w Warszawie może być dla AS-ów walką nie tylko z akademickimi wyzwaniami, ale także z systemem, który nie zawsze jest gotowy na ich specyficzne potrzeby. Ta nieustanna konkurencja i brak zrozumienia jeszcze bardziej utrudniają życie i wakacje tych młodych ludzi, sprawiając, że ich ścieżka edukacyjna jest wyjątkowo wyboista.

Niezwykle ważne jest, aby osoby mające w swoim otoczeniu studiującego AS-a, który walczy o zakończenie roku lub już przygotowuje się do jesiennych poprawek, okazały wsparcie i zrozumienie, pomogły się wyluzować i przez chwilę wytchnąć. Jeśli chodzi o relaks i rozrywkę, tym kontekście Warszawa jest miejscem wyjątkowo sprzyjającym - nie brakuje w niej miejsc i okazji na chwilę rozrywki i wytchnienia dla osób, które nie mogły pozwolić sobie na wakacyjny wyjazd. Letnie imprezy, koncerty, spotkania organizują też warszawskie uczelnie i studenckie organizacje.

Jednocześnie w Warszawie wciąż brakuje inicjatyw mających na celu realne wsparcie – zanim potrzebny będzie oddech od skutków jego braku. Nie chodzi o pomysł i koncepcję, tylko o faktyczne działanie „tu i teraz”. Z odpowiednią pomocą ze strony systemu, ale równocześnie rodziny, przyjaciół i społeczności, AS-y mogą przetrwać ten wakacyjny, poprawkowy rollercoaster i wyjść z niego silniejsi z indeksami pełnymi zaliczeń.

Agnieszka Szymańska

Nieustanne goni za czasem i swoimi pomysłami. Na co dzień kieruje kilkoma spółkami w swoim AS HUB. Jednocześnie prowadzi Fundację AS POWER, która działa na rzecz AS-ów (osób neuroatypowych) i promuje moc (neuro)różnorodności. Jako mama dorosłego AS-a zna potrzeby i wyzwania, ale przede wszystkim potrafi docenić mocne strony AS-ów. W Fundacji, zgodnie z mottem „Wiedza zmienia spojrzenie” realizuje swoją osobistą misję odczarowania błędnego postrzegania AS-ów.

więcej

Jak warszawski cwaniak uratował Syrenkę Warszawską przed chamem

Sylwia Chrabałowska

Syreny są stworzeniami pochodzącymi z mitologii greckiej i rzymskiej, według której w swej naturze były niebezpieczne i przebiegłe. Wyglądały jak pół kobieta, pół ptak albo pół kobieta, pół ryba. Można stwierdzić, że syrena to uosobienie femme fatale, czyli kobiety, która przyciągała mężczyzn swoim urokiem i potem im szkodziła. Te z mitologii wręcz zabójczo szkodziły mężczyznom. Dlaczego zatem w herbie Warszawy mamy syrenę – pół kobietę, pół rybę i to z takimi atrybutami jak miecz i tarcza?

Herb Warszawy zmieniał się na przestrzeni wieków. Na początku był to potwór z ludzkim ciałem, nogami wołu i ogonem lwa, który trzymał tarczę i miecz. Dopiero w renesansie postaci nadano cech kobiecych, ale pozostawiając jeszcze smocze skrzydła, pazury, ogon i łuskowate uda. W oświeceniu natomiast potwora zastąpiono postacią półnagiej kobiety, dając jej do trzymania modną orientalną szablę i tarczę, natomiast w miejsce nóg dano jej rybi ogon. Obecny herb Warszawy z syreną trzymającą miecz i tarczę został przyjęty w dwudziestoleciu międzywojennym.

Wszystko, co powyżej, to oczywiście bujdy na resorach. Musisz poznać prawdziwą historię o Syrence Warszawskiej. Zapraszam!

Dawno, dawno temu, kiedy w morzu mieszkały syreny, Warszawa była małą wioską rybacką. Pewnego dnia jedna z syren opuściła Bałtyk i popłynęła na południe. Była to ta Syrenka. Podążała ona w górę Wisły, podziwiając widoki, a gdy poczuła się zmęczona, zatrzymała się, aby odpocząć na piaskowym brzegu. Było to niedaleko dzisiejszych mostów Śląsko-Dąbrowskiego i Gdańskiego.

Syrenka rozglądała się po okolicy i uznała, że jest ona wyjątkowo piękna. Pomyślała: „Mamusiu, jak tu pięknie! Dlaczegoż by tu nie zamieszkać?". Jak pomyślała, tak zrobiła. Syrenka w dzień bawiła się w płytkiej wiślanej wodzie przy brzegu, a nocą odpoczywała w głębinach rzeki. Bardzo lubiła łowić ryby na wędki, co zadziwiało warszawskich wędkarzy. Oczywistym było, że im nikt nie wchodził w drogę, gdy ich spławiki unosiły się na wodzie. Wędkarze próbowali krzykami wystraszyć Syrenkę, ale ta zupełnie się ich nie bała i w odpowiedzi zaczęła śpiewać piosenkę o nadwiślańskim świcie, którą ułożyła już pierwszego ranka po przybyciu w tę okolicę. Kormorany, rybitwy, a nawet bobry przystanęły, by posłuchać tej wyjątkowej pieśni. Wędkarze z kolei tak się wzruszyli, że zrezygnowali z prześladowania tej cudnej istoty i obiecali, że nikomu nie pozwolą jej skrzywdzić. „Pani się nie martwi, będzie dobrze. Wiadomo, że pani jest nasza, nazywa się pani przecież Syrenka Warszawska” – mówili.

Niestety pewnego dnia Syrenka znalazła się w niebezpieczeństwie, mimo osobistej ochrony lokalnych wędkarzy. Pewien chciwy biznesmen postanowił wykorzystać syreni piękny głos na jarmarku. Podszedł do Syrenki, maskując się sprytnie za krzakiem wyrwanym z miękkiego przybrzeżnego mułu. Porwał kobieto-rybę i zamknął ją w drewnianej skrzyni, którą miał przygotowaną w piwnicy niedaleko Kamiennych Schodków. Syrenka, będąca wszak morskim stworzeniem, nie była w stanie śpiewać ani na prośbę, ani na groźbę chama. Zniewolone w skrzyni wodne stworzenie było bezsilne w swoim smutku i tęsknocie za wolnością. Na szczęście krzyki w piwnicy nad skrzynią usłyszał syn wędkarza, który był prawdziwym warszawskim cwaniakiem, odznaczającym się mądrością, wysoką kulturą osobistą i szerokim gronem bliższych i dalszych przyjaciół. Chłopak poprosił ziomków o pomoc, z którymi udało mu się z łatwością uwolnić Syrenkę. Biznesmenowi wystarczyła bowiem elegancka prośba o uwolnienie damy. Oczywiście gdy ta była już bezpieczna za ich plecami, chama warszawscy chłopcy szybko nauczyli kultury i pokazali mu, gdzie raki zimują.

Syrenka Warszawska, wdzięczna za przywróconą wolność, obiecała wędkarzom, że sama też zawsze będzie chronić Warszawę i jej mieszkańców. Jako prawdziwa dama, dotrzymała słowa i do dzisiaj jest z nami zawsze gotowa do działania oraz wyposażona w praktyczny ekwipunek do nadwiślańskich spotkań z osobami, które zapomniały dobrych manier.

Jeśli dziś wyjdziesz wieczorem na spacer po Warszawie, bardzo możliwe, że spotkasz Syrenkę. Bywa ona na budynkach, latarniach, witrażach, szyldach, a także przechadza się brzegiem Wisły lub na przykład wcina bułkę z pieczarkami na Rynku Starego Miasta. Nie muszę przypominać, że należy się z Syrenką kulturalnie przywitać i nie rzucać mięsem w jej towarzystwie. Uprzejmie proszę przy tej okazji, by po wspaniałej uczcie z widokiem na Wisłę pamiętać o zabraniu ze sobą osobistych śmieci jak puste butelki czy torebki po chipsach. Dziękuję.

Sylwia Chrabałowska
Ekspertka ds. zarządzania i komunikacji. Prezeska wydawnictwa Moc Media, prezeska Fundacji Moc Kobiet, II przewodnicząca rady nadzorczej IDH SA, członkini Chapter Zero Poland i Polskiej Izby Książki oraz Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek. Doktorantka w Instytucie Zarządzania SGH i mentorka Programu Mentoringowego SGH.

więcej

Czy Warszawa to łatwe do życia miasto dla wchodzących na rynek pracy AS-ów?

Agnieszka Szymańska

Warszawa, z jej dynamicznym rynkiem pracy i rosnącą liczbą start-upów oraz korporacji, zdaje się być miastem obiecującym dla młodych profesjonalistów. Ale czy stolica Polski jest równie gościnna dla osób neuroróżnorodnych, zwłaszcza tych, które dopiero wkraczają na rynek pracy? Z moich doświadczeń wynika, że nie do końca.

Osoby neuroróżnorodne (AS-y) zmagają się z wieloma barierami, które uniemożliwiają im pełne i efektywne zaangażowanie w profesjonalnym świecie. Pierwszym dużym wyzwaniem jest sam proces rekrutacji. Niestety to dopiero początek, bo zaraz potem, w przypadku powodzenia i otrzymania pracy schodów i murów jest coraz więcej… Faktem jest, że coraz więcej warszawskich firm wykazuje się empatycznym podejściem w trakcie rekrutacji. Niestety zapału i zaangażowania często nie starcza już na przygotowanie samego miejsca pracy i współpracowników na przyjście AS-a w pakiecie ze swoją wyjątkowością

Problem jest dobrze widoczny z perspektywy Fundacji AS POWER, która działa na rzecz dorastających AS-ów. Regularnie otrzymuję sygnały od młodych, „atypowych”, którzy mimo swoich talentów i kwalifikacji, napotykają na trudności zarówno w znalezieniu pracy, jak i w jej utrzymaniu. Wielu z nich zgłasza, że pracodawcy nie są gotowi, aby zaoferować odpowiednie wsparcie i nie wiedzą jak przygotować otoczenie do wspólnej pracy. A chodzi tylko (i aż!) o wyposażenie zespołu w  podstawową wiedzę w zakresie cech i potrzeb osób neuroatypowych, bez czego trudno o akceptację i efektywną współpracę.

Brakuje w Warszawie (tak samo jak w całej Polsce) nie tylko zaangażowania i pro-edukacyjnego podejścia w firmach, ale również rozwiązań systemowych. Mimo iż miasto rozwija różnorodne inicjatywy wspierające integrację zawodową osób niepełnosprawnych, to działania skupiające się na specyficznych potrzebach osób neuroróżnorodnych są nadal w powijakach. Niewiele jest miejsc, które realnie promują zatrudnianie osób z takimi właśnie cechami, a potrzeba – tak samo tworzenia, jak i utrzymania - takich miejsc jest ogromna. 

Jako społeczność i jako miasto, potrzebujemy większego zaangażowania ze strony samorządu i środowiska biznesowego. Musimy pracować nad budowaniem świadomości i otwartości na neuroróżnorodność w środowisku pracy. Nie brakuje pozarządowych organizacji, które są gotowe do współpracy i dialogu z lokalnymi władzami oraz pracodawcami, aby wspólnie tworzyć przestrzeń akceptującą i wspierającą dla wszystkich osób.

Nie możemy pozwolić, aby talent i potencjał wielu zdolnych osób były marnowane z powodu braku odpowiednich mechanizmów wsparcia. Warszawa ma szansę stać się wzorem miasta, które nie tylko świętuje, ale równocześnie aktywnie wspiera neuroróżnorodność na rynku pracy. Jest to inwestycja, która przyniesie korzyści tak samo osobom neuroróżnorodnym, jak i całej społeczności.

 

Agnieszka Szymańska

Nieustanne goni za czasem i swoimi pomysłami. Na co dzień kieruje kilkoma spółkami w swoim AS HUB. Jednocześnie prowadzi Fundację AS POWER, która działa na rzecz AS-ów (osób neuroatypowych) i promuje moc (neuro)różnorodności. Jako mama dorosłego AS-a zna potrzeby i wyzwania, ale przede wszystkim potrafi docenić mocne strony AS-ów. W Fundacji, zgodnie z mottem „Wiedza zmienia spojrzenie” realizuje swoją osobistą misję odczarowania błędnego postrzegania AS-ów.

więcej

Warszawa - miasto mozaiki umysłów

Agnieszka Szymańska

Warszawa, serce Polski, tętni życiem niczym wielobarwna mozaika, w której każdy kawałek ma swoje unikalne miejsce i znaczenie. Jednak nie wszystkie te „kawałki” są widoczne na pierwszy rzut oka. Wśród nich są AS-y, czyli osoby neuroróżnorodne, których świat postrzegania i przeżywania różni się od statystycznej większości. Są wśród nas, pracują, uczą się, tworzą – a miasto (jeszcze) powoli uczy się, jak być dla nich przestrzenią, w którym mogą się czuć bezpieczne i akceptowane.

Kiedy mówimy o neuroróżnorodności, często skupiamy się na trudnościach, zapominając o bogactwie perspektyw, które osoby te wnoszą do społeczeństwa. Zwykle wynika to z braku wiedzy i świadomości. Skąd je czerpać? Znajomość świata neuroroatypowego może na przykład wynikać z osobistych doświadczeń bliskich osób, które każdego dnia pomagają AS-om stawiać czoła życiowym wyzwaniom. Doskonałym (niestety nie przyspieszonym) kursem znajomości codziennych barier, z jakimi muszą mierzyć się osoby neuroatypowe jest na przykład wychowywanie dziecka z zespołem Aspergera. Osobiście mogę potwierdzić, że bycie świadkiem społecznych trudności, wykluczenia, a nawet aktów przemocy wynikających z braku systemowego wsparcia i społecznego rozumienia neuroróżnorodności jest najlepszą inspiracją do działania. Taka jest w skrócie geneza założenia Fundacji AS POWER, której misją jest wspieranie osób neuroróżnorodnych, ale również edukacja społeczeństwa neurotypowego i którą mam przyjemność prowadzić. Kiedyś pewnie będzie okazja opowiedzieć o niej więcej.

W naszym mieście, które aspiruje do bycia metropolią otwartą i inkluzywną, wciąż jest wiele do zrobienia. Dążymy do tego, by Warszawa była miejscem, gdzie różnorodność umysłów jest nie tylko tolerowana, ale i celebrowana. Dlaczego jest to tak ważne? Bo każdy z nas wnosi do społeczeństwa coś wartościowego. Empatia, wzajemne zrozumienie i integracja to klucze, które otwierają drzwi do świata, w którym każdy może znaleźć swoje miejsce. A Warszawa, z jej bogatą historią adaptacji i przemian, ma potencjał stać się wzorem miasta, które tak samo jak przestrzeń miejską, adaptuje społeczne nastawienie.

Dobrze się żyje w mieście mozaiki umysłów, które z każdym dniem staje się bardziej gościnne dla każdego, bez wyjątku. Ale zawsze może (i wszystkim, bez wyjątku) żyć się lepiej. Możemy to osiągnąć dzięki wspólnej pracy i zrozumieniu, że ważną częścią tej barwnej mozaiki jest (neuro)różnorodność, która wzbogacająca życie nas wszystkich.

Agnieszka Szymańska

Nieustanne goni za czasem i swoimi pomysłami. Na co dzień kieruje kilkoma spółkami w swoim AS HUB. Jednocześnie prowadzi Fundację AS POWER, która działa na rzecz AS-ów (osób neuroatypowych) i promuje moc (neuro)różnorodności. Jako mama dorosłego AS-a zna potrzeby i wyzwania, ale przede wszystkim potrafi docenić mocne strony AS-ów. W Fundacji, zgodnie z mottem „Wiedza zmienia spojrzenie” realizuje swoją osobistą misję odczarowania błędnego postrzegania AS-ów.

więcej

Przyglądam się Warszawie i wspominam

Sylwia Chrabałowska

Kiedy byłam mała, często podróżowałam autobusami i tramwajami po Warszawie, siadając w oknie na kolanach taty. Mój tata urodził się na Górcach i bardzo dobrze znał swoje miasto. Pokazywał mi ulice, opowiadał o mijanych budynkach, drzewach, pomnikach. Był to czas poza czasem. Dziś pamiętam tamte wyprawy niczym wyplatany koszyk z wikliny. Jest swojski i jednocześnie przechodzą przez niego wiosna, lato, jesień i zima. Wszystko jakby scalone w jednym czasie i miejscu. Nasza Warszawa - wierne miasto. Pamiętam, gdy szłam na lato w mieście organizowane przez zakłady narzędzi precyzyjnych VIS im. Świerczewskiego. Asfalt palił w policzki, odbijając lipcowy upał. Środkiem ulicy biegł trawnik, na którym stały abstrakcyjne rzeźby.

Szkoda, że dziś już ich nie ma… Zostały zepchnięte na skwer przed parkiem im. Sowińskiego. Szczęściem nieśmiertelna żyrafa przy Olimpii jeszcze jakoś dycha. Pamiętam też, że w szkolnej stołówce na Grabowskiej, gdzie w wakacje dzieci zakładowe dostawały obiad, podano nam ubite ziemniaki ze spalonymi jajkami sadzonymi. Dlaczego to pamiętam? Może dlatego, że sadzone miały idealnie okrągły kształt, a ja nie wiedziałam nic o istnieniu patelni do sadzonych jaj. Pamiętam, że był też kompot truskawkowy. Nam, dzieciom odpornym na wybuch w Czarnobylu, nie było potrzebne wiele do szczęścia. Zimny kompot załatwiał wszystkie dziecięce potrzeby w upalny warszawski dzień. Swoją drogą, ciekawe, jaki lipiec w mieście będziemy mieli w tym roku? Pożyjemy – zobaczymy.

Lubię podróżować po swoim mieście, porównując dawne do dzisiejszego. Przyglądam się i wspominam. Na przykład tam, gdzie już jeżdżą tramwaje puszczone na Kasprzaka, kiedyś jeden kierowca linii 159 stracił cierpliwość i nie zatrzymał się na przystanku, goniąc za jakimś dużym fiatem, który zajechał mu drogę. Albo wyglądam z okna, czy gołąbek pokoju nadal tli się na ceglanej ścianie przy Koszykowej. Widzę – jest. Czyli nie wszystko się zmienia. Nadal w Warszawie wierzymy w pokój. Cieszy mnie to i uśmiecham się do siebie w milczeniu.
Lubię swoje miasto. Jeśli masz ochotę poczytać więcej - napisz do mnie list. A ja odpowiem i napiszę więcej. 

Sylwia Chrabałowska
Ekspertka ds. zarządzania i komunikacji. CEO wydawnictwa Moc Media, prezeska Fundacji Moc Kobiet, II przewodnicząca rady nadzorczej IDH SA, członkini Chapter Zero Poland i Polskiej Izby Książki oraz Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek. Doktorantka w Instytucie Zarządzania SGH i mentorka Programu Mentoringowego SGH.

więcej

Parking przed Teatrem Wielkim przynosi wstyd stolicy

Żaneta Berus

Parkowanie przed prestiżowym Teatrem Wielkim w Warszawie przypomina raczej przygodę z survivalem niż wstęp do kulturalnego wieczoru. Stan parkingu przed jednym z najważniejszych obiektów kulturalnych w Polsce jest, delikatnie mówiąc, fatalny. To miejsce, które powinno być wizytówką miasta, od lat pozostaje w opłakanym stanie, przynosząc wstyd stolicy.

Wystarczy krótki spacer po okolicy Teatru Wielkiego, by dostrzec, że nawierzchnia parkingu przypomina bardziej szwajcarski ser niż asfaltową powierzchnię. Liczne dziury i nierówności sprawiają, że przechadzka po nim to prawdziwe wyzwanie. Wydaje się, że usytuowanie parkingu przed samym Ministerstwem Sportu i Turystyki ma na celu zmuszenie kierowców do ćwiczenia kondycji – unikanie pułapek wymaga bowiem nie lada zwinności. Czyżby lokalizacja naprzeciwko Ministerstwa Sportu i Turystyki była wybrana specjalnie, aby mieszkańcy i turyści mogli ćwiczyć kondycję już od pierwszych kroków?

Dla przyjezdnych, którzy odwiedzają Warszawę i pragną podziwiać uroki Teatru Wielkiego, parking jest pierwszym miejscem, z którym mają kontakt. Trudno o bardziej kompromitujący widok. Nierówne i ruszające się płyty (przy deszczu mogą być prawdziwą pułapką) – ogólnie zaniedbany teren – skutecznie psują pierwsze wrażenie. Można powiedzieć, że to wizytówka miasta – niestety, bardzo niechlubna.

Nie tylko estetyka stanowi problem. Codzienne korzystanie z tego parkingu grozi poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi. Panie w szpilkach (co idąc do opery należy przewidzieć) muszą się liczyć z tym, że mogą nie tylko połamać obcasy, ale również skręcić kostkę. Nierówności i dziury mogą łatwo spowodować poważniejsze kontuzje, o czym przekonało się już wielu nieszczęśliwych kierowców i przechodniów.

Parking przed Teatrem Wielkim nie służy jednak tylko jego gościom. Jest także bazą parkingową dla wycieczek na Stare Miasto, zwiedzania okolicy włącznie z Placem Piłsudskiego i Grobem Nieznanego Żołnierza. To popularne miejsce postojowe dla turystów, którzy pragną odkrywać historyczne serce Warszawy. Niestety, zamiast w komfortowych warunkach, muszą zmagać się z realiami przypominającymi tor przeszkód.

Kiedy można oczekiwać remontu tego parkingu? To pytanie, które od dawna zadają sobie warszawiacy oraz liczni goście stolicy. Planowanie i realizacja takich prac nie powinny jednak trwać latami. Mieszkańcy mają dość przeciągających się remontów. Oczekują konkretów – szybkiej, sprawnej modernizacji, która umożliwi wygodne i bezpieczne parkowanie w tak prestiżowym miejscu.

Modernizacja parkingu przed Teatrem Wielkim jest konieczna i powinna być priorytetem dla władz miasta. To nie tylko kwestia estetyki, ale przede wszystkim bezpieczeństwa i wygody mieszkańców oraz turystów. Miejmy nadzieję, że odpowiedzialne za to osoby dostrzegą problem i podejmą szybkie, skuteczne działania, które pozwolą przywrócić temu miejscu odpowiednią rangę. Bo przecież Warszawa zasługuje na parking przed Teatrem Wielkim, który będzie powodem do dumy, a nie do wstydu.

Żaneta Berus
Prezes i założyciel firmy konsultingowej In2Win Business Consulting działającej od 2011 roku w obszarze MICE. Ekspert branżowy współpracujący z różnymi podmiotami gospodarczymi. Za swoje działania na rzecz samorządu i zasługi dla promocji Polski otrzymała Srebrny Krzyż Zasługi, drugie najważniejsze odznaczenie państwowe, przyznane przez Prezydenta RP. Odebrała także odznakę „Zasłużona dla turystyki” przyznawaną przez Ministerstwo Sportu i Turystyki.

więcej

Oj poszłoby się do Klubo!

Dagna Ważyńska

Wspominałam sobie ostatnio kultowe miejsca, które zniknęły z mapy naszej kochanej Warszawy. Długo myśleć nie musiałam, przed oczami od razu ukazał mi się Klubo – lokal imprezowy zlokalizowany w samym centrum Warszawy, niedaleko stacji metra „Nowy Świat - Uniwersytet” zamknięty w 2018 roku. Klubo słynęło z dobrej muzyki, która rozbrzmiewała w 2 salach tematycznych - kto bywał ten doskonale pamięta szaleństwo na dance florze z polską muzyką, klimaty House czy Rock&Pop. Klub miał niesamowity klimat, zawsze uśmiechnięty i elegancki Pan Zbyszek w muszce, który umilał czas pogawędką i uspokajał skołatane nerwy przy okazji poszukiwania zagubionych numerków, super DJ-e, ekipa barmanów kojarzących stałych bywalców z imienia, czy też kultowe legitymacje, z którymi można było wejść na imprezę bez kolejki. Człowiek czuł się tam jak w domu, otoczony znajomymi, których spotykało się już od samego progu. Sale zawsze wypełnione były po brzegi, ale to wcale nie przeszkadzało tańczyć w tłumie do białego rana (szczęśliwcy mogli złapać miejscówkę przy wentylatorze). Co ciekawe, po latach okazało się, że większość moich nowo poznanych znajomych, bywała w Klubo. Zdałam sobie sprawę, że na przestrzeni 14 lat warszawskiej drogi zupełnie nieświadomie przecinałam się z fantastycznymi ludźmi, którzy latami bawili się gdzieś obok mnie, a dziś są moimi najlepszymi kompanami w eksplorowaniu stolicznego (i nie tylko) życia. Z zaciekawieniem obserwowałam jak rodzą się Klubowe związki, przyjaźnie na lata i jak rośnie cudowna społeczność Klubowiczów. Na pierwszy rzut oka widać też było kto jest w Klubo po raz pierwszy i że hierarchia tańca na podeście obowiązuje bezsprzecznie. Bez wątpienia ul. Czackiego 3/5 na zawsze zostanie w pamięci wielu z nas jako kultowe miejsce na mapie stolicy. Oj poszłoby się do Klubo!

Jeśli już mówimy o Nowym Świecie muszę też wspomnieć o Powiększeniu. Miejscu z dobrą aurą, w którym odbywały się świetne koncerty i duże imprezy. Dało się wyczuć w charakterystycznym tłumie wyjątkowy klimat, czuć było pasję do dobrej muzyki i bardzo trafiony wybór artystów i grających DJ-ów. Nazwa Powiększenie już z definicji miała pomieścić w swoich progach tłumy. Budynek przy ul. Nowy Świat 27 do 2014 roku wiele razy aż drżał od mocnych brzmień, a ludzie jakby lewitowali nad sufitem. Jedna z imprez, która najbardziej zapadła mi w pamięci to koncert Pink Freud - polskiego zespołu jazzowego z mocnym rockowym akcentem i elementami transu, drum’n’bass i jungle. Otóż w 2010 roku w Sali Kongresowej miał zagrać światowej sławy gitarzysta Pat Metheny Group z supportem Pink Freud. Nie wiadomo z jakiego powodu Pat nie zgodził się na support i koncert przeniósł się do Powiększenia. Niezadowolony z absurdalnej decyzji nie zagrania w Kongresowej tłum dał z siebie wszystko i pokazał muzykom, jak bawią się prawdziwi i zaangażowani fani. Atmosfera była tak gorąca, że w pewnej chwili chłopaki z Pink Freud na czele z Wojtkiem Mazolewskim zdjęli koszulki i tak kontynuowali koncert. Oj działo się, a emocje sięgały zenitu! Wytworzył się niesamowity klimat, więź miedzy artystami i fanami, a bisom, oklaskom i okrzykom nie było końca. Od tego czasu byłam na kilku koncertach Wojtka ze składem Wojtek Mazolewski Quintet i ten zagrany w otchłani dusznego Powiększenia był dla mnie wyjątkowym przeżyciem sięgającym transcendencji.

Wracając do przeszłości nasuwa mi się myśl, że czas biegnie, Warszawa dynamicznie się zmienia, kreuje nowe mody na kluby, knajpy, restauracje, ale to czego doświadczyliśmy zostaje w nas na zawsze i miło jest z sentymentem wrócić po latach do kultowych miejsc, w których spędzało się szalony czas. A Wy macie swoje ulubione miejsca, które zniknęły z mapy Warszawy?

Dagna Ważyńska
Autorka, pasjonatka nowych technologii, digital marketingu i start-upów. Zawodową ścieżkę̨ konsekwentnie rozwija, łącząc media, marketing i PR. Fanka dalekich podróży, dobrego kina i szeroko pojętej sztuki. Po godzinach w duszy gra jej saksofon, dobry jazz i odnajdywanie elektryzujących inspiracji muzycznych.

więcej

Z całego serca mogę powiedzieć: Kocham Warszawę!

Peran van Dijk

Oto moje wrażenia z pierwszej podróży z rodzinnego Amsterdamu do Polski. Kiedy 20 lat temu odwiedziłem Warszawę, czułem się, jakbym znalazł się na krańcu Europy, jakbym trafił do filmu, którego akcja rozgrywa się 100 lat temu. To było bardzo historyczne. Chociaż dziś większość tej atmosfery prawie zniknęła, miasto nadal ma swoją magię. Mogę spacerować cały dzień i cieszyć się uliczkami centrum, które wciąż mają klimat, który znalazłem 20 lat temu. Wywołuje to we mnie ogromne uczucie.

Miasto jest duże i jest w nim wiele do zrobienia, ale jednocześnie czuję, że mogę wiele osiągnąć samym spacerowaniem. Kolejną rzeczą, która mi się podoba, jest nowa panorama z wysokimi drapaczami chmur, dzięki której czuję się, jakbym był w Nowym Jorku, kolejnym mieście, które skradło mi serce. Podobny klimat można odczuć w Warszawie. Chociaż w niektórych miejscach mogą znajdować się ludzie, na których należy uważać, na przykład kieszonkowcy lub pijacy, wciąż widzę wielu miłych, przystojnych i pięknych ludzi. Kobiety wiedzą tu, jak się ubierać i wspaniale jest to widzieć.

Spacery po Warszawie to czysta przyjemność. Polecam każdemu zobaczyć okolice Nowego Światu. Zatrzymać się gdzieś na mały lunch lub herbatę, a następnie udać się do innego miłego miejsca w okolicy. Miasto jest bardzo międzynarodowe. Przyjeżdżają tu ludzie z całego świata i widać, że Warszawa śmiało może być na jednej liście z takimi miastami, jak Paryż, Londyn, Nowy Jork, Tokio czy Moskwa.

Warszawa ma właściwie wszystko, czego można oczekiwać od dużego miasta. Jest tak wiele do zobaczenia, że ​​poznanie wszystkiego, co miasto ma do zaoferowania, z pewnością zajęłoby więcej niż kilka dni. Transport jest łatwy i niedrogi, zarówno metrem, jak i autobusem. Lotnisko jest połączone z niemal każdym miejscem na świecie. Warszawa ma tak wiele do zaoferowania! To naprawdę jedno z moich ulubionych miast na świecie. To niesamowite pomyśleć, że mój pianista numer jeden, Chopin, wychował się tutaj. Czasami czuję to samo, co on czuł, spacerując ładnymi uliczkami w centrum, które wciąż tchną magią minionej historii. To silne miasto, które przetrwa lata. Z całego serca mogę powiedzieć: kocham Warszawę!

Peran van Dijk
DJ/Producent z Amsterdamu

więcej

Potworek, który przesłania widok na Pałac Kultury

Bartek Matusiak

W centralnym miejscu stolicy, w bezpośrednim sąsiedztwie Pałacu Kultury i Nauki, powstaje nowa siedziba Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Budzi duże zainteresowanie, ale też i emocje. Dla jednych "bunkier", "gigantyczne pudełko na buty", "biały klocek", czy "potworek, który przesłania widok na Pałac Kultury", dla innych zaś sztuka sama w sobie. Ja zdecydowanie należę do tej drugiej grupy. Dlaczego? Po pierwsze, warto spojrzeć na obecny wygląd centrum. Po środku Pałac Kultury i Nauki i plac Defilad (dla tych, co nie wiedzą, zaprojektowane przez architekta Lwa Rudniewa, który realizował koncepcje samego Stalina), przed nimi Domy Towarowe Centrum, "patelnia" i niemalże z każdej strony nowoczesne wieżowce. Czyli jeden wielki misz masz. Skąd zatem taki szum wokół tego nowoczesnego obiektu? Jestem przekonany, że to wynika po prostu z braku gustu, braku zrozumienia sztuki nowoczesnej, a tym samym zrozumienia przeznaczenia obiektu. Ma być w nim prezentowana sztuka nowoczesna, tak SZTUKA NOWOCZESNA, a nie odkrycia archeologiczne. To po pierwsze. Po drugie, to chyba nie jest jeszcze ten moment na ocenę samego obiektu. Tak się bowiem składa, że obok MSN powstaje również teatr TR Warszawa - to wspólny projekt, ściśle ze sobą powiązany. Całość zaś wkomponuje się w Zielony Plac Centralny. Kiedy "zagrają" te wszystkie elementy, wówczas - również jestem przekonany - zmieni się optyka mieszkańców na ten nowy (nowoczesny) obiekt, czy obiekty. Po trzecie, przez wakacje zmieni się jeszcze wygląd MSN. Pojawi się m.in. przeszklony parter, pojawi się więcej drzew, itd. I po czwarte - wnętrze MSN będzie dla wielu dzisiejszych pesymistów i "krytyków" ogromnym doświadczeniem, które zmieni ich optykę. Wierzę w to. Nie mogę się doczekać piątku 25 października br. Na ten dzień zaplanowane jest otwarcie  Muzeum Sztuki Współczesnej. W mojej ocenie sztuki samej w sobie. 

Bartek Matusiak
Wydawca WARSAW DAILY

więcej

Warszawa to miasto dla wszystkich czy tylko dla rowerzystów?

Żaneta Berus

Warszawa, dynamicznie rozwijająca się stolica Polski, boryka się z narastającymi problemami parkingowymi. Brak wystarczającej liczby miejsc parkingowych, niewielka liczba parkingów wielopoziomowych oraz zwężanie ulic na rzecz ścieżek rowerowych wywołują liczne kontrowersje. Sytuacja ta wpływa nie tylko na komfort mieszkańców, ale również na osoby starsze i schorowane, które nie mogą korzystać z alternatywnych środków transportu, jak rower czy komunikacja miejska.

Jednym z głównych problemów Warszawy jest brak parkingów wielopoziomowych, które mogłyby znacznie zwiększyć dostępność miejsc parkingowych w centralnych częściach miasta. Wielopoziomowe parkingi są popularnym rozwiązaniem w wielu metropoliach, pozwalając na efektywne wykorzystanie przestrzeni miejskiej. W Warszawie jednak ich liczba jest niewystarczająca, co prowadzi do sytuacji, w której kierowcy muszą krążyć po ulicach w poszukiwaniu wolnego miejsca, co z kolei zwiększa korki i zanieczyszczenie powietrza.
Kolejnym źródłem konfliktów jest zwężanie ulic i przekształcanie ich w ścieżki rowerowe. Z jednej strony, promowanie ruchu rowerowego jest istotnym elementem zrównoważonego rozwoju miasta, poprawiającym jakość powietrza i zdrowie mieszkańców. Z drugiej strony, takie działania nie zawsze są przeprowadzane z myślą o wszystkich użytkownikach dróg. Dla osób starszych i schorowanych, które nie są w stanie korzystać z rowerów, dostęp do samochodu jest często niezbędny.

Warszawa powinna być miastem dostępnym dla wszystkich swoich mieszkańców, niezależnie od wieku i stanu zdrowia. W kontekście planowania przestrzennego i polityki transportowej konieczne jest uwzględnienie potrzeb osób starszych, które często muszą korzystać z samochodów, aby dotrzeć do lekarza, na zakupy czy do innych usług. Ich opiekunowie również muszą mieć możliwość komfortowego parkowania w pobliżu miejsc, do których podróżują.

Obecne podejście do planowania miejskiego może być postrzegane jako swoistego rodzaju "terror" młodszych pokoleń, które nie zawsze biorą pod uwagę przyszłe potrzeby. Warto przypomnieć, że dzisiejsi młodzi ludzie również kiedyś staną się starsi i mogą potrzebować takich samych udogodnień, które teraz są ograniczane. Polityka transportowa powinna być zrównoważona i długofalowa, uwzględniając potrzeby wszystkich grup społecznych.

Aby złagodzić obecne problemy parkingowe i stworzyć miasto przyjazne dla wszystkich, można rozważyć kilka kluczowych kroków. Inwestycja w parkingi wielopoziomowe, szczególnie w centralnych i zatłoczonych częściach miasta, mogłaby znacznie zwiększyć liczbę dostępnych miejsc parkingowych. Dodatkowo, wprowadzenie dedykowanych stref parkowania dla osób starszych i niepełnosprawnych w strategicznych lokalizacjach pozwoliłoby tym grupom na łatwiejszy dostęp do potrzebnych usług. Ważnym elementem byłoby również prowadzenie kampanii edukacyjnych, które podkreślają znaczenie zrównoważonego planowania przestrzennego, uwzględniającego potrzeby wszystkich mieszkańców. Wreszcie, aktywny dialog z mieszkańcami pozwoliłby lepiej zrozumieć ich potrzeby i dostosowywać politykę miejską w sposób bardziej inkluzywny.

Problemy parkingowe w Warszawie wymagają kompleksowych i przemyślanych rozwiązań. Konieczne jest znalezienie równowagi pomiędzy promowaniem zrównoważonego transportu a zapewnieniem dostępu do infrastruktury dla osób starszych i schorowanych. Inwestycje w parkingi wielopoziomowe, dedykowane strefy parkowania oraz aktywny dialog z mieszkańcami mogą pomóc w stworzeniu miasta przyjaznego dla wszystkich jego mieszkańców.

Żaneta Berus
Prezes i założyciel firmy konsultingowej In2Win Business Consulting działającej od 2011 roku w obszarze MICE. Ekspert branżowy współpracujący z różnymi podmiotami gospodarczymi. Za swoje działania na rzecz samorządu i zasługi dla promocji Polski otrzymała Srebrny Krzyż Zasługi, drugie najważniejsze odznaczenie państwowe, przyznane przez Prezydenta RP. Odebrała także odznakę „Zasłużona dla turystyki” przyznawaną przez Ministerstwo Sportu i Turystyki.

więcej

Wystawa immersyjna: przełom i odpowiedź technologii na sztukę, czy ulotny zachwyt multimediami?

Dagna Ważyńska

Warszawa „wychodzi naprzeciw” zdobyczom technologii i zaprasza mieszkańców do poznania i doświadczanie nowych form prezentacji dzieł sztuki. Wirtualna rzeczywistość (VR), projekcja 360° czy metawersum, łączą przeszłość z teraźniejszością i pozwalają odbiorcom w nowoczesny i zaskakujący sposób podejść do poznawania, a wręcz eksplorowania dzieł sztuki. Wystawy multisensoryczne: Immersive Monet & The Impressionists, VAN GOGH & Friends – The Immersive Experience, biografia immersyjna FRIDA KAHLO. ŻYCIE IKONY, czy KLIMT - The Immersive Exhibition, niewątpliwie zapraszają do przekroczenia zwykłej percepcji i otwarcia na nowe doświadczenia, mocniejsze wykorzystanie zmysłów i puszczenie wodzy wyobraźni.

Przed obejrzeniem pierwszej wystawy immersyjnej zaczęłam się zastanawiać nad przysłowiową drugą stroną medalu. Czy projekcja wirtualna nie odbiera wiarygodności przekazu, nie zakłamuje kontekstu i nie umniejsza wartości edukacyjnej oglądanych interpretacji? Czy nie jest formą sztucznego przykucia uwagi, w której często oglądamy wystawę przez pryzmat Instgrama i TikToka, publikując stories i reelsy, zamiast być i przeżywać „tu i teraz”? Czy nie ginie nam gdzieś poczucie chociaż chwilowej więzi z artystą, śledzenie ruchów pędzla, faktury obrazu i farb, odkrywanie nieoczekiwanych szczegółów? I wreszcie, czy podążanie za pixelami nadal jest prawdziwą sztuką?

Miałam okazję bywać w muzeach w Amsterdamie, Paryżu, Barcelonie, Pradze, Brukseli i na samo wspomnienie przeszywa mnie miły dreszczyk wspomnień i poczucie doznania czegoś wyjątkowego, nieprzemijalnego, namacalnego potwierdzenia bytności największych artystów i malarzy wszechczasów. Z drugiej strony, jako fanka nowych technologii i rozwoju AI, wykorzystałam w pełni swoje zmysły w immersyjnym świecie impresjonistów czy Gustava Klimta. To były na pewno ciekawe doświadczenia, porównywalne do wirującego spektaklu, w którym momentami miałam poczucie lewitowania i przekroczenia magicznego świata malarstwa skorelowanego z muzyką. Mogłam spojrzeć na znane mi obrazy pod innym kątem, zobaczyć je w ruchu, w nowej odsłonie, dostrzec głębię kryjącą się za goglami VR.

Wracając do pytania o wiarygodność i autentyczność. Zdecydowanie mamy tu do czynienia z różnymi aspektami odbioru sztuki, których ni jak nie da się i nie powinno porównać. W zależności od nastroju i oczekiwań wystawy immersyjne mogą przyciągnąć nową publiczność i wprowadzić ją do świata sztuki, podczas gdy te prezentowane w oryginalnej formie oferują bardziej klasyczne i wzniosłe interpretowanie. Jednak warto przełamać lęk, wątpliwość i doświadczyć czegoś nowego. Ludzka ciekawość i pragnienie odkrywania napędzają rozwój technologii immersyjnych i otwierają wiele możliwości poznania nie tylko w dziedzinie sztuki, ale też sportu i rozrywki, nauki, edukacji, medycyny. Zachęcam wszystkich do wzięcia udziału w doświadczeniach immersyjnych, które stymulują zmysły i chociaż przez kilka chwil zmieniają naszą percepcję i zaskakują multimedialną formą. Jak to mówią „No risk no fun”! Każde spotkanie ze sztuką jest warte uwagi i zainteresowania.

Dagna Ważyńska
Autorka, pasjonatka nowych technologii, digital marketingu i start-upów. Zawodową ścieżkę̨ konsekwentnie rozwija, łącząc media, marketing i PR. Fanka dalekich podróży, dobrego kina i szeroko pojętej sztuki. Po godzinach w duszy gra jej saksofon, dobry jazz i odnajdywanie elektryzujących inspiracji muzycznych.

PS Czeka na Was chociażby opływający złotem KLIMT - The Immersive Exhibition w Soho Art Center czy buntownicza FRIDA KAHLO. ŻYCIE IKONY w Fabryce Norblina. 

więcej

Nikt nie chciał sobie zrobić zdjęcia z Mistrzynią…

Paweł Jaczewski

Jest Mistrzynią Polski w biegu na 100 metrów i nikt o tym nie wie. Gdy znana influencerka Julia Żugaj zrobiła spotkanie w warszawskiej Promenadzie, rozemocjonowane dziewczyny stały po kilka godzin w kolejce na spotkanie trwające kilka sekund. Nie mam nic przeciwko temu. Wkurza mnie co innego. Dzisiaj spędziłem ponad godzinę z Mistrzynią Polski. Nikt nie stał po autograf… Nikt nie chciał sobie zrobić zdjęcia z Mistrzynią… A mowa o Tosi Gracy. Mistrzyni Polski w biegu na 100 metrów i srebrnej medalistce biegu na 200 metrów paralekkoatletycznych mistrzostw Polski U-17. Wrzuciłbym Wam film z biegu, ale do jasnej cholery go nie ma. Obejrzyjcie zatem inny film po którym płakałem. To finisz Joanny Mazur, ociemniałej biegaczki na mistrzostwach świata w Londynie na 1500 metrów. Drugi raz płakałem gdy się dowiedziałem w Tańcu z Gwiazami, w jakich warunkach żyje Mistrzyni Świata. Jeśli ktoś z Was ma możliwości i środki by nagłośnić informacje o Mistrzostwach Paralekkoatletycznych, albo o potencjalnych sponsorach - napiszcie do redakcji. Jeśli możecie, udostępnijcie ten wpis po to, by za kilka lat kolejki po autografy i selfie ustawiały się do Tosi.

Paweł Jaczewski
Menedżer w MT Biznes

więcej
Reklama