Redakcjo, mimo, że nie mam żadnego wpływu na sytuację, to jednak podzielę się moim żalem dotyczącym zakazu wjazdu starszych aut do Warszawy od lipca. Mam dwudziestoletniego diesla i jest to dobre, niezawodne auto. Na przestrzeni lat włożyłam w nie, w naprawy, kilkanaście tysięcy złotych, co jest dla mnie sporą kwotą. Mieszkam 15 kilometrów od Warszawy i dojeżdżam codziennie autem do pracy. Mimo, że pracuję w Śródmieściu, to mam w pracy parking podziemny, z którego mogę korzystać. Dzięki temu jestem szybciej w pracy i to dojeżdżanie spoza miasta nie jest takie męczące. A tutaj jak się okazuje od lipca nie dostanę się autem do centrum i będę musiała gdzieś porzucać auto i dojeżdżać ten kawałek komunikacją miejską. Śmiać mi się chce z tego, że są te mapki, gdzie nie wjedzie się i one zakładają jakiś wybrany obszar, czyli centrum i sąsiadujące dzielnice, i nie bardzo mam pomysł jak to będzie z pilnowaniem się tych mapek. I tak sobie myślę, że ja jakoś tam podjadę ten kawałek, ale te zakazy wielu ludziom utrudnią życie. Przecież wiadomo, że w Warszawie przez te korki to każda oszczędzona minuta jest na wagę złota. Wcale to nie jest tak, że zawsze super szybko i wygodnie podjedzie się autobusem. Tramwajem może i lepiej, bo tych korków nie ma, ale jednak w godzinach szczytu, zmieścić się do tramwaju to też graniczy z cudem. No nie wiem, trochę to przykre, że jak ktoś ma mniej kasy, to kwalifikuje się pod zakazy. Ja nowszego auta póki co nie kupię, bo za dużo w to zainwestowałam i jest to naprawdę dobre auto. Myślę, że takich osób jak ja jest więcej. Ludzi naprawdę nie stać w ostatnim czasie na wszystko - drożejące raty kredytów, inflacja, wymiana pieców, nowe auto przez ten zakaz. Wszystko drożeje i jeszcze kosztowne zakazy z punktu widzenia mieszkańca a mimo, że to stolica to zarobki stanęła w miejscu. I wielu ludzi nie może wyrobić na to wszystko a miasto zamiast pomóc, wesprzeć, dodatkowo rzuca kłody pod nogi. Czytelnik