„Bohaterowie walczącej Warszawy” to 700-stronicowa książka, będąca zbiorem zapomnianych potyczek, akcji dywersyjnych i misji specjalnych, mających miejsce w latach 1939-44. Autor zebrał aż 130 akcji, dotychczas nieznanych, bądź tylko zdawkowo opisanych. Samo zbieranie materiałów trwało aż osiem lat. Książka została doceniona przez wydawnictwo Manufaktura Książek, jednak żeby została wydana, potrzebni są sponsorzy. Tomasz Jaros, autor, w rozmowie z WARSAW DAILY opowiada o kulisach powstania książki oraz o tym, dlaczego historie jej bohaterów mogą być inspiracją dla czytelników.

WARSAW DAILY: Napisałeś 700-stronicową książkę „Bohaterowie walczącej Warszawy”, w której podążasz – idąc za podtytułem – śladami zapomnianych potyczek, akcji dywersyjnych i misji specjalnych, mających miejsce w latach 1939-44. Skąd pomysł i zapał?

Tomasz Jaros: Wychowałem się w rodzinie pasjonatów historii. Mój tata od zawsze pasjonował się historią, dlatego u nas w domu był kult nauki, rozwoju, czytania, rozmowy – rozumianej jako wymiany spostrzeżeń na dane wydarzenia i zachowanie ludzkie z różnych perspektyw. Moi rodzice powtarzali: „sprawdzaj, weryfikuj, szukaj”. Namawiali do tego, żebyśmy z siostrą nie obierali jednego punktu widzenia tylko weryfikowali fakty i dowody. Krótko mówiąc, zderzali ze sobą informacje i obserwowali świat z różnych stron, szczególnie wtedy, gdy odnosiliśmy się do historii. Dlatego interesowały mnie postawy życiowe bohaterów książek czy postaci historycznych. Tak jak większość z nas, przeczytałem „Kolumbów. Rocznik 20” czy „Kamienie na szaniec”, z których wyniosłem przede wszystkim fascynację młodzieżą, będącą bohaterami wspomnianych książek. Ta fascynacja pogłębiła się, gdy zamieszkałem w Warszawie, co miało miejsce jakieś 20 lat temu. Byłem urzeczony miastem, ponieważ jest ono nasycone i przeniknięte historią. Praktycznie na każdym kroku można znaleźć interesujące ciekawostki historyczne i zgłębiać je z zachwytem. Zamieszkałem przy rynku Nowego Miasta i byłem jedyną młodą osobą w kamienicy, dlatego opiekowałem się starszymi sąsiadami, czyli robiłem im zakupy lub wychodziłem na spacer z psem. W zamian otrzymywałem historie ich życia, opowiadali mi jak to było „za ich czasów”. To co najbardziej imponowało mi, to wartości, które były zaszczepione w tych ludziach, czyli braterstwo, zaangażowanie, przyjaźń, empatia i otwarcie na drugiego człowieka. I to właśnie, to był ten wspólny mianownik z bohaterami wspomnianych książek.

Postanowiłeś iść śladami historycznych bohaterów, reprezentujących imponujący Tobie kodeks wartości?

Zaczęło się od Janka Bytnara, Alka Dawidowskiego i Tadeusza Zawadzkiego. Potem trafiłem na książki Barbary Wachowicz, autorki biografii, jednej z najlepszych ekspertek w tej dziedzinie. Biografie interesowały mnie coraz bardziej. Potem zacząłem sporządzać dokumentację miejsc, z którymi moi bohaterzy byli związani i z czasem tych dokumentacji było coraz więcej. Uznałem, że warto zebrać akcje w jednym miejscu, pogłębić je i w ten oto sposób powstała książka.

Manufaktura Książek doceniła Twoją pracę i zgodziła się wydać „Bohaterów walczącej Warszawy”. Jest tylko jeden warunek…

Musi znaleźć się sponsor, który zainwestuje w tę książkę. Jestem debiutującym autorem, co niestety nie ułatwia sprawy. Wydawnictwo jest w stanie pomóc w procesie wydania książki, ale nie poniesie finansowej odpowiedzialności. To co pochłonie największe sumy to koszt druku, praw autorskich do zdjęć oraz konsultacji historycznych.

Dlaczego Twoja książka jest na tyle wartościowa, że warto ją wydać? Pozycji tego typu jest wiele.

Cieszy mnie fakt, że inni również poruszają tematykę Powstania Warszawskiego, Armii Krajowej. Powstaje wiele wartościowych pozycji - które oparte są na dokumentach, odtajnionych notatkach czy materiałach archiwalnych, Wydaje mi się jednak, że zebranie w jednym miejscu często brawurowych akcji i przybliżenie ich Czytelnikom, jest ważne ze względu na właśnie zachowanie pamięci o Bohaterach tamtych dni, którzy byli bezpośrednimi uczestnikami wydarzeń, by były ciągle „żywe w ich pamięci i sercach”.

Czyli te obecnie wydawane książki powielają to, co już było?

Jest wiele wartościowych pozycji, jednak postanowiłem zebrać w jednym miejscu interesujące i mniej udokumentowane akcje żołnierzy Armii Krajowej i innych organizacji, które miały miejsce w latach 1939-44 na terenie Warszawy i okolic. W ten sposób przeanalizowałem i udokumentowałem 130 akcji, które nie zawsze były do końca znane, bogato opisane lub tylko wzmiankowane w literaturze. Przykładem takiej akcji może być Sadyba i ulica Okrężna. Okolica ta jest dość charakterystyczna, posiada urokliwy klimat i zachowała się jeszcze przedwojenna kostka brukowa. Tam właśnie Niemcy zlikwidowali, całkiem przypadkiem, tajną drukarnię. Okazało się, że ktoś w elektrowni zauważył, że dom pobiera zbyt dużo prądu. I to właśnie jedna z tych historii, które dotychczas nie były znane.

Dlaczego warto, aby ludzie poznawali tego typu historie?

Bardzo się cieszę, że w sferze publicznej jest kultywowana pamięć o Powstaniu Warszawskim i Armii Krajowej. Uznaję za bardzo ważne również to, że jest coraz więcej „pasjonatów” historii, którzy np. aktywnie angażują się w grupy rekonstrukcyjne. To wszystko pomaga budować pamięć o minionych czasach i ludziach, co według mnie jest warte wspominania oraz zachowania tożsamości. Dlatego chciałem moją książką uwypuklić pewne fakty, zapoznać ludzi z bohaterami, których dotychczas nie mieli okazji poznać. Mam wrażenie, że większość ludzi słyszało tylko o tych najbardziej znanych postaciach jak: Alek, Rudy, Zośka, Baczyński, Andrzej Romocki itd. Natomiast przeczono wielu innych cichych bohaterów, czyli osoby, które ukrywały młodych chłopaków z Szarych Szeregów i Armii Krajowej, czy pomagali Żydom. Gros społeczeństwa zachowywało się bohatersko, ale nie epatowało tym. Po prostu nie godzili się na zło, przemoc i robili swoje. Niestety pamięć o nich zaginęła w tym stosie znanych nazwisk, stąd moja książka, będąca hołdem dla tych osób.

Takimi cichymi bohaterami są Jerzy Horczuk i Teodor Wołoszczuk. Pozwolę sobie zacytować wstęp do jednej z omawianych przez Ciebie historii, czyli obrony magazynu na Różanej: „4/5 – 9 sierpnia 1943 roku; W jednej z typowych dla Mokotowa dużych piętrowych willi, położonej przy ulicy Różanej 36, mieszkali na parterze dwaj bracia cioteczni: Jerzy Horczak (ur. 1927) i Teodor Wołoszczuk ps. „Tolek" (ur. 1929). Obaj oni pozbawieni byli opieki rodzicielskiej. Ojciec Jurka, oficer rezerwy WP, aresztowany został wiosną 1941 roku i jeszcze w tymże roku zmarł w Oświęcimiu, matka, aresztowana w maju 1943 i również wywieziona do Oświęcimia, zginęła tam 2 stycznia 1944 roku. Także matka Teodora w latach 1941-1945 przebywała w Ravensbrück, a ojciec jego znajdował się poza Warszawą”. Czym konkretnie objawiło się ich bohaterstwo?

Tak naprawdę bohaterstwo i odwaga były w nich każdego dnia. W niestabilnych i ekstremalnych czasach codziennie zmagali się ze strachem, niepewnością i śmiercią. Mimo tego pielęgnowali wartości niepodległości, honoru, braterstwa. Ich codzienne zaangażowanie w konspirację dawało im poczucie dumy i niezależności w stosunku do okupanta. A wszystko po to by być wolnym.

Do kogo skierowana jest ta książka?

W dużej mierze do młodych ludzi. Obserwuję ich i widzę, że oni chcą żyć, bawić się, co przecież nie zwalnia z tego, żeby ich edukować i budować świadomość. Nawet jeżeli nie zainteresują się akcją opisaną w mojej książce – przebiegiem, opisem broni – to jednak historia sama w sobie trafi do nich, da do myślenia, ukształtuje. Przecież bohaterowie tych akcji byli w podobnym wieku i oprócz wojny wiedli równolegle normalne życie – dojrzewali, zakochiwali się – o czym warto pamiętać. Myślę, że zainteresowanie młodych ludzi tymi historiami jest wyłącznie kwestią odpowiedniego podania tematu. A warto to robić, ponieważ tak jak wspomniałem, młodzież może dzięki temu wzorować się na osobach, których życiem kierował kodeks moralny.

W opisie książki wspominasz, że ewoluowałeś wraz z nią, zmieniłeś podejście do wielu kwestii. Co konkretnie miałeś na myśli?

U mnie w domu zawsze powtarzano, że pieniądze wiele ułatwiają, ale nie są najważniejsze i to nie one kształtują człowieka. Najważniejsze to mieć kręgosłup moralny. Czasami warto zatrzymać się i zastanowić nad tym, co naprawdę jest ważne. Zbieranie materiałów uzmysłowiło mi jak ważna jest empatia dla drugiego człowieka, zrozumienie, zaakceptowanie wyborów innych ludzi – niezależnie czy zgadzamy się z nimi czy nie.

Rozumiem, że Twoje dotychczasowe doświadczenie zawodowe, czyli praca w mediach a następnie w Public Relations, ułatwiło Ci napisanie tej książki?

Wieloletnie doświadczenie zawodowe z pewnością przełożyło się na tworzenie książki. Miałem za sobą pracę m.in. jako researcher, a więc była wprawa w poszukiwaniu informacji. Poza tym podczas mojej zawodowej drogi miałem to szczęście, że spotykałem ludzi, którzy mieli podobne podejście jak moi rodzice: mogłem spokojnie rozwijać się i wykonywać codzienne obowiązki, ale zarazem mój szef pytał mnie o to jaką mam wizję za rok, czy dwa. Zachęcano mnie również do tego, żeby zawsze mieć plan 'b', 'c', a nawet 'd'. To wszystko zaszczepiało we mnie chęć rozwoju i wyznaczanie sobie ambitnych celów.

Ile zajęło Ci zebranie materiałów oraz samo spisanie tego w formie książki?

Materiały zbierałem łącznie osiem lat. Gdy miałem wolną chwilę, planowałem sobie, że zweryfikuję pewne fakty czy miejsca. Potem robiłem kwerendę bibliograficzną, badałem, sprawdzałem informacje w bibliotekach, rozmawiałem z ludźmi, tworzyłem własne mapy. Gdy coś zainteresowało mnie mocnej, działałem bardziej jak reporter, dziennikarz śledczy. To była taka pasja poznania. Nie miałem wizji napisania książki. Po prostu gdy zobaczyłem, że mam stos dokumentów, zdjęć, map, uznałem, że warto to zebrać w całość. I tak powstała wstępna wersja książki.

A następnie stwierdziłeś, że warto ją wydać?

Wysłałem tę wstępną wersję do kilku wydawnictw z nadzieją, że może kogoś zainteresuje. Okazało się, że „Bohaterowie walczącej Warszawy” zainteresowali Manufakturę Książek, która zmotywowała mnie do dopracowania treści. Zresztą wydawnictwo bardzo pomogło mi w tym procesie. Doceniłem zaangażowanie wydawnictwa, dlatego z pełną determinacją codziennie wieczorem, po pracy, siadałem do pisania, a właściwie dopracowywania książki, kończąc około 4 nad ranem. Wydaje mi się, że efekty są na tyle ciekawe, by czytelnicy zainteresowali się tą pozycją, w której znajdą interesująca dawkę faktów, emocji i niezapomnianych historii „zwykłych” ludzi.

Kto, Twoim zdaniem, mógłby zostać sponsorem książki?

Możliwości jest wiele. Z jednej strony możemy zrobić standardowe wydanie książki, gdzie będziemy mieli patronów medialnych itd., z drugiej, myślałem, że przy okazji 80-tej rocznicy Powstania Warszawskiego, duże firmy mogłyby zamówić eleganckie wydania książki jako prezenty. Oczywiście mogę wykonać wersję dedykowaną danej firmie – w formie wstępu bądź posłowia. Zresztą możliwości jest wiele i chętnie omówię je z przedstawicielami zainteresowanych firm. Natomiast jeżeli chodzi o zamysł książki, jej misję, widzę tutaj wszystkie firmy, które odwołują się do wartości i tradycji. W tym momencie każdy dla kogo tematyka jest ważna, albo kto po prostu docenia moją pracę, może pomóc, wspierając zbiórkę lub skorzystać z oferty wydawnictwa i stać się Partnerem projektu. Oczywiście wszyscy wspierający zostaną wymienieni na łamach książki. Bardzo doceniam każdą chęć pomocy, ponieważ bez zewnętrznego wparcia nie pójdę dalej i moja książka pozostanie w przysłowiowej szufladzie.

Rozmawiała: Kinga Walczyk

Autor książki uruchomił też zrzutkę w serwisie zrzutka.pl. Link do zrzutki: https://zrzutka.pl/f6rgw2.